Witam wszystkich. Pierwszy raz będę prowadził bloga na poważnie ... :D. Poświęcony on będzie mojej opowieści którą będę tworzył z biegiem czasu. Jest to moje pierwsze dzieło tego typu więc mam nadzieje że się spodoba a jeśli nie to powiecie czego w nim brakuje albo co jest źle.
Porto Servana
Narodziny ucznia Pijanego Mistrza
W powietrzu unosił się zapach spalenizny. Promienie słoneczne z trudnością przebijały się przez gęsty dym, rozciągający się nad całą wioską. W oddali było słychać głośne jęki i odgłosy walki.
Wybuchy i trzaski stawały się coraz cichsze. Nagle wszystko przyćmił głośny śmiech. Nad wioską od strony północnej znajdowały się skarpy oraz półka skalna na której stały beczki z winem. Właśnie to z niej dobiegał głośny śmiech. Gdy wszystko ucichło słychać było rozmowę kobiety z mężczyzną.
- Jeżeli będziesz tyle pił w pracy to w końcu Akademia się dowie. Mógłbyś trochę przystopować… Chociaż w pracy…
- *Hyp* Nie strasz….. nie strasz….. bo się…. *hyp* hahaha
- Czemu właśnie Ciebie?... Czemu ze wszystkich mistrzów to akurat Ty zostałeś moim partnerem?....
- Zabawna jesteś *hyp* …. Hahaha… *Hyp* wiesz co Ci powiem?
- Lepiej w tym stanie nic nie mów….
- W tym stanie? *hyp* Przecież czuję się świetnie! Ty też mogłabyś się czegoś napić czasami. *hyp*
- Czasami?! Czasami to ty byś mógł na misje trzeźwy przyjść…
- Oj oj… Nie bądź taka…. Dzisiaj przecież przyszedłem nieprawdaż?
- Tak… do czasu aż zobaczyłeś te beczki z winem…
- No przecież nie mogły tak stać i się marnować! Ja tylko… degustowałem….
~ Nagle z krzaków wyskakuje jakaś postać i biegnie w stronę kobiety ~
- Milltall za tobą! Mężczyzna łapie prawą ręką za miecz wbity w ziemie i szarżuje w stronę tajemniczej postaci. Szybkim cięciem pozbawia postać lewego ramienia. Czarna krew tryska z rany. Postać zawyła przeraźliwie. Jednak brak ramienia nie powstrzymuje jej i rzuca się na mężczyznę.
- Pomóc Ci? – pyta kobieta
- A masz może odświeżacz do ust? – odpowiada odcinając drugie ramie napastnikowi. Coraz więcej krwi tryska we wszystkie strony.
- Odświeżacz? Skąd ja niby mam Ci go wziąć?... Zamierzasz się z nim całować czy co? – w tym momencie napastnik przypiera mężczyznę do drzewa.
-Tylko bez takich czułości – odpowiada mężczyzna w stronę napastnika. Jedynie jego miecz oddzielał napastnika od mężczyzny. - No to chociaż jakieś miętusy?! - zapytał kobietę. Napastnik nie przejmował się brakiem ramion i usilnie próbował ugryźć swoją ofiarę.
- Skończ już z tym! Kobiecie puściły nerwy. - Albo się go pozbędziesz albo spalę Cię razem z nim. Masz 5 sekund.
- Hahaha żartujesz prawda?
- 5… 4… Kobieta zaczęła odliczać
- Nie zrobiła byś mi tego. Blefujesz.
- 3… 2…
- Ej Ej! Przestań się wygłupiać…!
- 1…. Kobieta podniosła lewą rękę i zaczęła wypowiadać zaklęcie ‘Malearo de Infern….‘
- Dobra dobra! Rozumiem. Przerwał jej recytację zaklęcia i odepchnął z całej siły napastnika. Padł on kilka metrów dalej. Udało mu się jakoś ruszyć swoje ciało i klęczał na kolanach. Gdy spojrzał w górę zobaczył że kobieta znajduje się w polu jego Hakki. Podniosła ona prawą rękę i zaczęła ‘formować’ ognistą kule. Blask kuli oświetlił napastnika. Twarz jego była pocięta i na wpół zgnita. Jego ciało było całe we krwi, czarnej krwi. Nie było wątpliwości że był on Kaedarinem czyli nie umarłym. Gdy tak przyglądała się naszemu Zombie, mężczyzna zdążył już zatopić w nim swój miecz.
- ‘Abare Reiku‘ wypowiedział po czym ciało Kaedarina wybuchło. Jego kawałki rozsypały się po okolicy.
- Ha.! Widziałaś? Chyba pobiłem swój rekord w wystrzelaniu zombie. Schował swój miecz do pochwy.
- ……
- Oooo! Patrz! Tam na drzewie! Widzisz? To jego noga! Haha! Poleciała chyba ze 170 metrów.
- …… Ty……
- Ja?
- ….. TY PÓŁGŁÓWKU!
- Tak się odzywasz do osoby która uratowała Ci życie?
- Ty Półgłówku! Imbecylu jeden! Zobacz co zrobiłeś!
- Yyy..? Uratowałem Ci życie..?
- Swoim ‘Abare Reiku’ poplamiłeś mi mój mundur! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jak ciężko schodzą plamy z czarnej krwi?! Na twarzy kobiety widać było gniew przeradzający się w furię.
- Spokojnie…. Spokojnie…..
- Spokojnie?! Ja Ci dam zaraz spokojnie! Regan… Coś mi się zdaje że źle Ci się oddycha prostym nosem!
- Ehh Milltall tak się odzywasz do mężczyzny swojego życia…? Ja, jak rycerz w lśniącej zbroi uratowałem Cię przed pogryzieniem, a ty tak się do mnie odzywasz? Zawiodłem się na Tobie! Powiem Ci jedno jesteś delikatna jak pumeks!! Po tych słowach z uśmiechem na twarzy odszedł w stronę lasu.
- Pu-pu-pumeks?! Milltall kipiąca gniewem skierowała obie ręce w stronę Regana. - Zaraz z Ciebie zrobię węgiel ‘ Tykki de Inferno ‘.
Uśmiechnięty Regan nie oglądając się za siebie wchodził coraz głębiej w las. Wydawało mu się, że robi się coraz cieplej i cieplej. W pewnym momencie zauważył na konarach drzew jakieś światło.
Jego zmysły podpowiadały mu że coś jest nie tak.
- Hmm? A co to? Świecące drzewa? Haha… nie powinienem tyle pić. Zignorował swoje zmysły usprawiedliwiając się stanem upojenia alkoholowego. Coś go jednak podkusiło żeby się obrócić.
- Ciekawe jak tam Milly. Coś mnie śledzi od jakiegoś czasu. Pewnie to ona! Założę się że zajdzie mnie od tyłu, zakryje mi oczy i powie ‘Zgadnij kto to?‘. Nagle twarz Regana zrobiła się cała czerwona i zaczął chichrać pod nosem. - Hi hi hi… fajnie by było poczuć te dwie duże kuliste obiekty na plecach. Z takimi odważnikami co nosi na klacie, nie trudno o jakiś wypadek. Regan zrobił się coraz bardziej czerwony. Nim się spostrzegł łapał ‘coś’ w powietrzu wydając przy tym dziwne dźwięki. Rozmarzony nie zauważył że ktoś się do niego zbliża. Nagle został objęty od tyłu i poczuł dwa kuliste obiekty na plecach. - Wiedziałem! Że nie możesz beze mnie żyć! – powiedział. Powoli przesuwał ręce by objąć dłonie swojej ukochanej. Jej głowa zbliżała się do jego szyi że mógł poczuć jej oddech. Odór jej oddechu sprawił że miał ochotę jej powiedzieć: ‘ Kochana te muchy co tu tak krążą to chyba do Ciebie… za twoim ‘aksamitnym’ oddechem. Opanował się jednak i rzekł do niej - Ząbków się nie myje moja droga?
- Ocknij się Erotomanie! Bo zaraz ktoś łeb Ci odgryzie! – rzekł tajemniczy głos
- Huh?! Zdziwiony Regan lekko obrócił głowę w stronę kobiety. AAAAAAAA! Ty nie jesteś Milltall! Twarz tej kobiety była podobna do napastnika, który zaatakował Milltall. Bez wątpienia była ona zombie.
- No brawo! Nareszcie zacząłeś myśleć jak człowiek! Już myślałem że zaczniesz się z nią zaraz w krzakach zabawiać.
Na ramieniu Regana pojawiła się kula światła, po czym przybrała postać węża. Był to Rakkiki - duch siły. W mgnieniu oka przepełzał na drugie ramie Regana i zatopił swe kły w czaszce Kaedarina. Nie był to duży wąż miał około pół metra. Posiadał on unikaną umiejętność absorbowania ‘Virral’a’ czyli bojowej duszy przeciwnika.
- To nie ona!.... Och… moje serce zostało złamane! Zostałem zbrukany przez Zombie! Żadna już mnie nie będzie chciała! – powiedział Regan płaczliwym głosem.
- Regan mógłbyś swoje złamane serce schować do kieszeni? Jakbyś nie zauważył ‘Twoja Ukochana’ przyszła tutaj ze ‘znajomymi’
- Niech mnie zjedzą! Nic mi już po życiu! Zostałem zbrukany!
- O Valerianie….. królu mój… czemu kazałeś podpisać mi kontrakt z tą istotą?..... Rzekł Rakkiki z westchnieniem.
- Rakkiki widzę że znowu masz problemy z tym pajacem… - rzucił obelgą zwierzak siedzący na gałęzi
- Jak śmiesz obrażać mego Sakki? Pokaż się! Sprawię że połkniesz te słowa.
Z drzewa zleciał mały niebieski smok. Jego Sakki czyli mistrzem była Milltall.
- Och. to tylko ty Inferno… Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś pilnować swojego Sakki?
- Przyleciałem z rozkazu Mistrzyni. Kazała mi ‘nadpalić’ twojego mistrza.
- Żadna!... Żadna!... Nikt na mnie nie spojrzy! – krzyknął Regan przerywając rozmowę duchów
- Słuchaj Inferno. Jeżeli pomożesz mi rozprawić się z tymi Kaedarinami to pozwolę Ci zrobić z mojego mistrza tosta.
- Mhm... Dobra nie ma sprawy. I tak musimy pozbyć się wszystkich zombie.
Może i wygląd duchów nie był jakiś przerażający ale…. Rakki oraz Inferno pochodzili z 3 Kręgu przywołania.
- Inferno kup mi chwile czasu bym mógł w całości zaabsorbować bojowego ducha tej ‘zimnej laski’ co tam leży.
- Ok. Tylko mam nadzieje że nie zaczniesz się do niej dobierać jak twój mistrz.
~ Lume de Inferno - Ognista Burza ~
Czar rzucony przez Inferno spowodował że teren wokół nich zaczął płonąć.
- Czas zacząć zabawę Rakki. Jak się nie pośpieszysz to sam ich wszystkich załatwię.
~ Orcell de Inferno – Ognieste Pazury ~
Z miłego smoka zmienił się w latający pocisk artyleryjski. Jego mały rozmiar i doskonałe proporcje ułożenia skrzydeł zapewniały mu doskonałą zwinność podczas latania. Potrafił zatrzymać się w locie w 2 sekundy przy prędkości 100km/h.
- No Rakki ja już mam 7 zombie na swoim koncie i jednego psa.
- Psa? Skąd ty wziąłeś psa?
- Ta-je-mni-ca…. Jak się nie ruszysz to nie zostanie żaden dla Ciebie niedługo.
- Wątpię żebyś załatwił wszystkich 54 samodzielnie
- 54? Skąd ty wiesz ile ich jest?..
~ Vipero el Dorado – Kobra Królewska ~
Po wypowiedzeniu tego zaklęcia mały wężyk zamienił się w kilkumetrową Kobrę Królewską. Była to jedna ze specjalnych umiejętności Rakkikiego.
- No w sumie widzę że to głupie pytanie było… Zdaje mi się czy znowu jesteś większy?
- Zęby mnie swędzą… czas najwyższy coś zjeść. Większy? Kto wie?...
- Dobra zaczynamy.
~ Vipero el Varaku – Zatrute Kły ~
Wraz z końcem wypowiadania zaklęcia przez Rakkikiego rozpoczęła się walka. Walka duchów z zombie wyglądała dość komicznie. Kilku metrowa Kobra Królewska stała w miejscu, otwierała paszcze i połykała najbliższego zombiaka w całości. Inferno za to, wyglądał jak latający mini-miotacz ognia.
Inferno obniżył lot i palił wszystkich wokół niego. Ku jego zdziwieniu, na drodze stanął mu pokaźnej postury Kaedarin z siekierą w ręce. Ani go ominąć, ani go oblecieć, więc wpadł na pewien pomysł…
Zaczął koncentrować siłę ognistego oddechu i ruszył pełną prędkością w jego stronę. Przednie jak i tylne kończyny ułożył wzdłuż ciała, a pysk wysunął do przodu. Z nozdrzy wydobywał się dym. Z Kaedarinem dzieliło go już tylko kilka metrów. Z oddali dochodziły odgłosy potężnych wybuchów. Gdy zbliżył się odpowiednio do monstrum, zaczął powoli roztwierać pysk. Zjawisku temu towarzyszył dym, oraz światło powoli wydobywające się z pyska. W pewnym momencie roztworzył swój pysk całkowicie. Wystrzelił z niego potężnym słupem ognia, wypalając sobie ‘drogę’.
- No proszę…! Jednak się udało! – krzyknął wylatując z dziury, którą pozostawił po swoim strzale.
Znalazł się na zewnątrz. Gdy nawrócił, z zombie którego przestrzelił zostały tylko nogi wystające z paszczy Rakkikiego.
- Ehh a tak chciałem zobaczyć tą dziurę…
- Dziura jak każda inna… Ale niestety wypaliłeś najsmaczniejszą część… - skomentował Rakki przełykając resztki zombiaka.
- Cóż muszę przyznać, że szybko się z nimi uwinęliśmy. – oznajmił Inferno
- Coś tak spokojnie się zrobiło…
Inferno zaczął się rozglądać za Reganem. Nie mógł go nigdzie dostrzec, ani w oddali ani wśród trupów.
- Rakki gdzie jest twój Sakki? – zapytał
Rakkiki rozejrzał się dookoła
- Faktycznie nigdzie go nie ma…. Może poszedł w stronę Milltall? Potrafię wyczuć że żyje, ale nie mogę go zlokalizować. Spróbuj namierzyć Mill-sakki
Inferno koncentruje się i próbuje namierzyć dokładną lokację swojego Sakki.
- Dziwne… U mnie to samo…
- Szkoda czasu, coś jest nie tak z tym miejscem. Chodźmy do miejsca skąd dochodzą te wybuchy.
Rakkiki oraz Inferno ruszyli w stronę wielkich wybuchów.
Niedaleko od miejsca walki duchów, Milltal bombardowała wioskę kulami ognia.
- Ja Ci pokażę!...
Wściekła, ciskała ognistymi kometami nie patrząc w co i gdzie trafia.
- Pumeks?!...
Żywiołaki ognia, które wcześniej przyzwała radośnie paliły okoliczne budynki. Machała rękoma jak dyrygent podczas koncertu wysadzając wozy, beczki i małe domki znajdujące się najbliżej niej.
- Oj! Uważaj! Nie wiem co Ty sobie myślisz, ale Ci chyba w mózgu chomiki w ping ponga grają!
Stanęła w miejscu, zacisnęła pięści a w oczach było widać furię. Wiatr ustał całkowicie. Żywiołaki szybko zaczęły się oddalać jakby przewidywały coś niebezpiecznego. To prawdopodobnie instynkt przetrwania kazał im uciekać jak najdalej od Milltall. Stała ona bez ruchu, gdy nagle podniosła lewą rękę w górę. Prawą zaś rękę włożyła do kieszeni z lewej strony swojego munduru wyciągając starą księgę. Lewą dłoń rozłożyła ku niebu i zaczęła recytację:
~ Kalvar avaki dianno letupa… ~
~ Demusi kara vi dielago…
~ Arraci de Inferno! ~
Skończywszy recytację tekstu, uformował się wokół niej ognisty krąg. Miał ze 4 metry wysokości. Zalał okolice potężną ścianą ognia, która przesuwała się we wszystkich kierunkach. Zupełnie jak fala Tsunami na wzburzonym morzu taranująca przeszkody na swej drodze. Z wioski został tylko popiół i tlące się resztki ciał.
Tymczasem w sercu ciemnego lasu…
- Tylko na ‘Tobie’ mogę polegać… jesteś moją najlepszą przyjaciółką jaką mam!
Przechylił butelkę pełną wina i pił póki nic w niej nie zostało.
- *hyp* Cooo?! Już pusta?!..... Haha! Każdy szanujący się degustator alkoholi winien mieć przy sobie takie cacko.
Wyrzucił pustą butelkę i sięgnął do kieszeni wyciągając piersiówkę.
- Mój skarb!
Zauważył, że z oddali zbliżają się Kaedarianie
- *hyp* Nawet spokojnie napić się nie dadzą. Człowiek haruje jak wół. Zabija na prawo, na lewo i jakby chciał chwile odsapnąć to nie… nie może! Wiem! Ale mam pomysła….
Przechylił piersiówkę i musiała nieźle palić, bo jego wyraz twarzy był zjawiskowy.
- Wooah.. A-al.-ale mocne… Chyba będę musiał poprosić Nevilla by mi więcej tego przemycił.
Wyciągnął miecz z pochwy i zaczął maszerować w kierunku przeciwnika. Po paru krokach stanął, rozejrzał się po czym machnął rękoma i poszedł dalej.
- Ehh jaka szkoda… nie ma z kim pogadać… A właśnie… zapomniałem! Miałem sobie pośpiewać!
Nagle na twarzy Regana zawitał szeroki uśmiech i zaczął śpiewać… jeśli to śpiewem nazwać można…
~ Jaka piękna dziś pogoda,
O la la la,
Na flaszeczkę jest ochota
O la la la
Jak pies kota wyłomota
O la la la
To ja litra zrobię sam!
O la la la ~
Przy tej wesołej melodii przedzierał się przez napierających zombie. Jednego przeciął na pół, drugiego skrócił o ‘interes’ innego zaś ogolił na łyso. Zatrzymał się, napił się drugi raz z piersiówki i ruszył dalej pijanym krokiem z nową zwrotką.
~ Zbieram grzyby na pustyni,
O la la la
Dopalacze dają w dyni
O la la la
Gdy przepijesz je wódeczką
O la la la
Będziesz znowu gadał z beczką
O la la la ~
Po skończeniu tej zwrotki, zatrzymał się i napił po raz trzeci, ostatni.
~ Najarany będę chodził
O la la la
I kobity będę zwodził
O la la la
Może któraś fajna laska
O la la la
Dziś dobierze się do paska
O la la la ~
Śpiew Regana sprawił, że ściągnął on więcej Kaedarian ale i nie tylko….
- *hyp* Jeden mniej.. – rzekł odcinając głowę potworowi. Przymierzył się do przecięcia następnego. Machnął mieczem, lecz wydawało mu się, że zdążył zrobić unik. Nie przywiązał do tego jednak większej uwagi. W pewnym momencie jego cios został zablokowany. Zebrał wzrok i spojrzał na postać stojąca przed nim. Był to żywy chłopak o zielonych oczach i kruczo czarnych włosach. Na klatce piersiowej miał ślad po cięciu mieczem. Rozciągał on się od szyi aż po sam pępek. Regan dopiero po chwili zorientował się, że jego miecz zatrzymała żywa istota. Spojrzał na chłopaka i szarpną miecz próbując go wyciągnąć. Szarpał i szarpał, coraz mocniej, młody chłopak z każdym szarpnięciem wydawał jęki okrzesane bólem. Zdziwiony dopiero po chwili zauważył, że jego miecz zatopiony był głęboko w jego barku, blokowany przez małą siekierkę trzymaną przez chłopaka. Młody próbował coś powiedzieć, ale Regan nie był w stanie go zrozumieć. Rana na klatce piersiowej sprawiła że chłopak stracił ogromną ilość krwi i osunął się na ręce Regana wraz z jego mieczem . Ten natomiast stał zdziwiony nie wiedząc co się dzieje…
- Cz-cz-człowiek?! Tutaj?! Żywy?! Co jest grane do cholery?! I jakim cudem był w stanie mnie zobaczyć?! Już więcej nie sprowadzam nic z zagranicy przez Nevilla… Hej młody! Ocknij się! Słyszysz mnie?!
Regan panicznie próbował ogarnąć sytuację, ale marnie mu to wychodziło. Ta natomiast nie wyglądała na ciekawą, miecz utkwił w chłopaku a jego wyciągniecie groziło wykrwawieniem. Wokół nich zaczęła się zbierać cała banda zombie z pod znaku ‘małego głoda’.
- Jest źle… - rzekł i czuł ciepłą spływającą krew po jego ciele.
Przez chwile chciał zostawić młodzieńca by ratować samego siebie. W końcu nie znał go, ani nie poczuwał się za niego odpowiedzialny. Uświadomił sobie jednak, że rana, która rozciąga się od szyi do pępka została zadana jego mieczem, jak i również prawie odrąbane ramię. Był pewien, że to ‘zombie’ co zrobiło unik to był on. Nie udało mu się w pełni uniknąć ciosu ale przeżył go. Chwilę rozmyśleń przerwała mu jednak postać, która stała za nim. Rzucała ona ogromny cień, z czego Regon wnioskował, że to jeden z Raiderów Elitarnej Jednostki Zakonu Śmierci. Złapał mocno chłopaka i czekał na nadchodzący koniec….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz