07 listopada 2010

Porto Servana - Rozdział I część I

Rozdział I – Co ja tutaj robię?!

- Wstawaj! Wstawaj! – krzyczy jakiś dziecięcy głos

- Jeszcze chwile… - powiedziałem ospałym głosem i przewróciłem się na drugi bok

- No rusz się!

- 10 minut i wstaję!

- No chodź bo Mama będzie zła – złapała mnie za rękę, próbując wyciągnąć z łóżka

- Zła? Na co?

- 30 minut temu mieliśmy być na targu!

- 30 minut temu? To mamy jeszcze dużo czasu... – Nie miałem siły wstać i ciężko mi szło zrozumienie tego co mówi do mnie siostra. Do późna pracowałem w winnicy, by przygotować beczki do sprzedaży na następny dzień.

- Elli! – krzyknęła i usłyszałem jak odchodzi.

Pomyślałem sobie ‘‘ Poszła.. no to mogę sobie jeszcze z godzinkę pospać ‘‘ Położyłem się z powrotem na plecach i podciągnąłem koc pod samą brodę. Nagle poczułem uderzenie w brzuch, jakby ktoś rzucił we mnie workiem z mąką. Naprężyłem wszystkie mięśnie i wydałem z siebie odgłosy przypominające jęki. Powoli otwierałem oczy i dostrzegałem zarysy jakiejś postaci. Wyciągnąłem rękę spod koca i zacząłem przecierać nią oczy. Podniosłem głowę i dostrzegłem postać siedzącą mi na brzuchu.

- Dzień Dobry. Pora wstawać! – po wypowiedzeniu tych słów na jej twarzy zobaczyłem szeroki uśmiech.

To była moja młodsza siostra. Siedziała mi na brzuchu, a jej ‘złociste’ włosy skąpane były w świetle słonecznym. Jakiś metr nad moim łóżkiem znajdowało się okno. Nie chciało mi się go wczoraj zamykać więc blond włosy mojej siostrzyczki lekko falowały na wietrze. Na jej twarzy dostrzec było można dwa rumieńce. Ogrom jej niebieskich oczu sprawiał że doskonale rozumiałem że spanie się skończyło.

- Haaalo? Mówię do Ciebie? Słyszysz mnie?

- Tak.. tak.. już wstaje. – odparłem a Lidia podniosła się i zeskoczyła z łóżka. – Gdzie jest reszta? Coś cicho tak z samego rana.. – powiedziałem.

- Z samego rana? – zapytała zdziwiona.- Przecież zaraz będzie 10:00.

- Cooo?! 10:00?! – spojrzałem na zegarek znajdujący się na stoliku z lewej strony łóżka. – Łaa?! Już ta godzina?! Jesteśmy spóźnieni 30 minut!

Siostra spojrzała na mnie głupim wzrokiem, poprawiła swoją sukienkę kremowego koloru i powiedziała:

- A nie mówiłam? Mama będzie zła… - założyła mój słomiany kapelusz leżący obok drzwi na reszcie moich ciuchów. – Naszykowałam już Waldiego i Verbahta. Czekamy na zewnątrz, pośpiesz się – rzuciła wybiegając z pokoju.

Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony. Otworzyłem kredens stojący naprzeciwko łóżka wyciągając z niego czarną koszulkę i pobiegłem w stronę drzwi. Przy drzwiach złapałem kupkę ubrań i zacząłem je w pośpiechu zakładać. Krótkie spodenki koloru brązowego z szelkami, skarpetki które podarowała mi Lidia na urodziny oraz rozpinany bezrękawnik z herbem naszej winnicy na plecach. Zbiegłem po starych drewnianych schodach wprost na drzwi. Wybiegłem na zewnątrz i oślepiły mnie promienie słoneczne. Położyłem prawą rękę na głowie w poszukiwaniu kapelusza. Niestety zapomniałem że ktoś go założył przede mną. Wróciłem się do domu i wszedłem do salonu. Zabrałem z wieszaka przy drzwiach kapelusz mojego starszego brata i wyszedłem zamykając za sobą drzwi. Na zewnątrz czekała już na mnie siostra. Siedziała na nowiuuuuuśkim wozie który kupiliśmy w zeszłym tygodniu.

- Oo! Zaprzęgłaś już konie Lili? To dobrze. – powiedziałem.

- No przecież Ci mówiłam że Wladi i Verbaht są gotowi – odparła.

Z tyłu na wozie beczki były już zapakowane. – Całe szczęście że wczoraj mi się chciało je zapakować, inaczej dzisiaj nie było by mi tak wesoło – powiedziałem do siostry i kazałem jej ruszać.

Ruszyliśmy w stronę miasta. Patrząc na Lili jak powozi pomyślałem sobie ‘‘ Jak to dobrze że nie poszła rano z resztą na targ. Nie dał bym rady sobie sam poradzić z tym powozem. ‘‘ I to niestety była prawda. Konie nie za bardzo mnie lubiły, co nie znaczyło, że nie umiałem powozić czy jeździć konno. Po prostu moja siostra zawsze miała dobry kontakt ze wszystkimi zwierzętami. Pamiętam, że już od dziecka taka była. Miła, serdeczna, emanowało od niej takie uczucie ciepła, że miała wielu przyjaciół jak i wśród ludzi tak i wśród zwierząt. Nie minęło długo zanim się zorientowała, że się jej przyglądam.

- Coś się stało? – zapytała

- He... he… a nic… tylko tak sobie pomyślałem że mam ogromne szczęście posiadając taką siostrzyczkę jak Ty. – odpowiedziałem jej z uśmiechem.

- Czego chcesz? – zapytała przeszywając mnie wzrokiem

- Ależ o co Ci chodzi? Nie mogę być dumny ze swojej młodszej siostry?

- Na pewno?

- No… oczywiście że tak…. – odpowiedziałem jej zacząłem się rozglądać. Zauważyłem że jesteśmy już bardzo blisko targu.

- A więc? Co powiemy mamie? – zapytała.

- Nie wiem… może powiemy że konie narobiły wujkowi w ogródku i musiałem posprzątać?

- Ty i te twoje pomysły… Zostaw to mnie. JA się tym zajmę! – odpowiedziała.

Mimo, że ledwo co odrastała od ziemi to jej zachowania i bystrość nie raz wprawiały mnie w zakłopotanie. Wjechaliśmy na targ. Dziesiątki straganów, setki ludzi, tysiące towarów zawsze sprawiały na mnie ogromne wrażenie. Nagle powóz się zatrzymał.

- Jesteśmy na miejscu. Idź wypakować beczki.

- Dobrze. – odpowiedziałem i zacząłem schodzić z wozu. Niestety poślizgnąłem się i wylądowałem na plecach. Nade mną stanęła kobieta.

- Młody człowieku ładnie to tak kazać damie czekać? – usłyszałem

To była moja matka. Poznałem ją po głosie. Próbowałem się poderwać z ziemi, gdy nagle poczułem uderzenie a następnie ogromny ból w swojej piersi.

~ ……………………………………………… ~

Nagle wszystko zaczęło się robić białe. Poczułem kolejne silne uderzenie w klatkę piersiową.

~ Serce znowu bije! Przygotujcie trzeci strzał! ~

Wszystko było strasznie rozmyte, dostrzegałem jedynie zarysy jakiś białych postaci. Ktoś coś mówił ale nie byłem w stanie nic zrozumieć. Trzecie uderzenie sprawiło że poczułem ból we wszystkich mięśniach na ciele.

~ Odzyskuje przytomność! Wezwijcie doktor Mali! ~

Ból się nasilał, wzrok stawał się wyraźniejszy. Widziałem ludzi którzy cały czas coś krzyczeli między sobą. – Czy to sen? – pomyślałem. Robiłem się strasznie senny, jakbym nie spał wiele dni. Ogarniało mnie dziwne uczucie którego nie byłem w stanie opisać.

~ Tracimy go! Szybko do sali go! ~

~ Trzymaj się chłopcze……. ~

Mój wzrok spowiła ciemność. Wszystko umilkło. Nie czułem nic. Tylko spokój i cisza.

Co ofiarujesz?...

Czego szukasz?...

Pragniesz siły?...

Cisze przerwał szept, pytając mnie o jakieś dziwne rzeczy. – Pokaż się! – krzyknąłem

Nagle poczułem chłód i silnie wiejący wiatr. Wszystko dookoła mnie zaczęło się rozjaśniać i przybierać jakiś kształt. – Gdzie ja jestem? Co się dzieje?! – zapytałem płochliwie.

Co ofiarujesz?...

Czego szukasz?...

Pragniesz siły?...

Nieznajomy głos powtórzył wcześniej wypowiedziane już słowa. Zrobiło się na tyle jasno, że byłem w stanie zobaczyć gdzie się znajduje. Była to jaskinia skuta lodem. Na środku znajdował się kryształowy filar, a w środku płonął płomień.

Co ofiarujesz?...

Czego szukasz?...

Pragniesz siły?...

Znów usłyszałem ten sam szept co wcześniej. Zdawało mi się, że usłyszałem go z miejsca gdzie znajdował się filar. Podszedłem bliżej ostrożnie stawiając kroki na śliskim lodzie. Dojście do tego filaru sprawiało mi wiele trudności mimo, że dzieliło mnie to niego tylko kilka metrów.

Co ofiarujesz?...

Czego szukasz?...

Pragniesz siły?...

Im bliżej byłem, tym szept był coraz wyraźniejszy. Usłyszałem ogromny huk i lód zaczął pękać. Nie widziałem nigdzie miejsca gdzie mógłbym stanąć. Pęknięcia tworzyły olbrzymie kry, które powoli zatapiały się w wodzie. Nagle pod moimi nogami pojawiło się jedno z ogromnych pęknięć. Sparaliżowany strachem nie mogłem się ruszyć, a kry powoli zaczęły tonąć. Stałem w wodzie po kolana. W pewnym momencie zaczęły się one od siebie oddalać. Nic nie przychodziło mi do głowy. Panicznie rozglądałem się w poszukiwaniu czegoś czego mógłbym się chwycić. Ale… Nie było nic.. Zebrałem resztki odwagi i postanowiłem zaryzykować. – Przeskoczę na jedną z nich – pomyślałem naprężając wszystkie mięśnie w lewej nodze i odbijając się od kry. Miałem wrażenie że wszystko dzieje się w strasznie zwolnionym tempie. Przez chwile myślałem że mi się uda ale moje optymistyczne myśli przerwał ogromny huk. Na krę, którą obrałem za cel spadł ogromny lodowy sopel wbijając się w sam środek kry. Zanim zdążyłem do niej doskoczyć znajdowała się ona już pod wodą.

Wpadłem do wody. Przeraźliwe zimno przeszło jak prąd po moim ciele. Usłyszałem szept.

Nie jesteś jeszcze gotów…

Wróć do mnie kiedy dowiesz się kim naprawdę jesteś…

Odrętwiały nie byłem w stanie pływać w tej wodzie. Zacząłem tonąć. Nie wiedząc czemu, nie czułem strachu tylko dziwnie uczucie ukojenia. Ciemność po raz kolejny spowiła wszystko… Co się działo ze mną dalej? Nie pamiętam…




------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Już niebawem dodam drugą część I rozdziału :D

Mam nadzieję że się podoba jak narazie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz